2013/06/14

FW day 3 / chess Sunday Fashion Week / SASKA Fashion / ALDO / DeeZee


Ach, jak ja się muszę uczyć cierpliwości w tym życiu! Lista rzeczy oczekujących jest długa na maksa, ale powolutku, sukcesywnie się zmniejsza. I dzisiaj właśnie cierpliwie dotrwałam do momentu, kiedy dodaję zdjęcia z Fashion Week Poland z niedzieli. Mam je już od dawna, ale tyle  ile się dzieje ostatnio trochę mnie przerasta i wybieram często, raczej niekontrolowanie niekiedy, sen. Także wybaczcie mi.

Dziękuję ogromnie mojej ukochanej firmie SASKA za piękną spódniczkę, bluzkę, płaszczyk. 
Te pojedyncze elementy razem tworzą oryginalną całość a osobno wnoszą do stylizacji nutkę elegancji, której teraz często dziewczynom brakuje. 

Ja lubię ubierać się nonszalancko, sportowo, ale ostatnio jedna z ważnych dla mnie osób uświadomiła mi, że jest bardzo 'chłopięco' niekiedy. Albo zbyt sportowo i za mało we mnie kobiety. Hm, bo ja chłopczyca jestem, to fakt :-) I lubię chodzić często w trampach, legginsach, luźnych rzeczach. Ale lubię też mieszać adidasy z sukienkami i tak dalej. No i obcasy nie są mi obce. Po prostu nie noszę ich, bo już wystarczy, że muszę w nich tańczyć i chcę dać nogom trochę odpoczynku :-) Każde wytłumaczenie jest dobre.







total look: SASKA
shoes: DeeZee
sunnies: Aldo
bag: Poppy

I must learn some patience. I am learning it now intensively. The list of the things to do, to make, to have, ect is loong long long like from here to Hawaii but I'm succesively cross them out and realise. And today I finally post my pics from day 3 at Fashion Week Poland, Sunday. I have them for a long time now but well, so much is happening now that I barely can manage all. And bad luck happens, when I am up to post something, write, read, watch, suddenly I wake up the next day without noticing falling asleep. Nice one, tho.

I want to thank a lot to SASKA that made this total look I got for FW. All combined together looks original but also each piece can look great and bring in a bit of the 'feminity'.

I like wearing sporty clothes, comfort ones, but not so long time ago one of really important people made me realise that I look sometimes too 'boyish'. Well, it's a fact, cos' I am a tomboy, whatever. I like mixing trainers with dresses, don't wear that much of heels, but it's because I dance on high heels, really high heels and I want my feet to rest a bit when they can. Every explanation is good, tho. ;-)

2013/06/10

Legginsy- nosić czy nie nie? / leggings, jeggins, treggins

Legginsy powodują bardzo wiele sporów wśród fashionistek, stylistek, fotografów i blogerek. Ta niepozorna część garderoby zasłynęła w latach 80. dzięki między innymi Jane Fondzie, zespołom rockowym, takim jak na przykład Guns N Roses (faceci w rajtkach!). Kojarzyła się głównie ze sportem: gimnastyką, joggingiem, ogólnie rzecz biorąc, z wygodą. I tak jest nadal, oczywiście. Nie nosi się legginsów dla wyglądu - nosi się je, bo nie wyglądają źle, a są wygodne, głównie dzięki elastyczności (ach, ta lycra!). Moda na legginsy wróciła kilka lat temu, głównie za sprawą celebrytek, które namiętnie zaczęły zakładać zamiast spodni właśnie nasz obiekt dywagacji (czyt: legginsy). Często były to Beyonce, Rihanna, Nicky Minaj, które nie mają figury modelki ani rozmiaru 0. Dzięki nim/przez nie wiele dziewczyn odważyło się założyć legginsy. Dalej, powoli pojawiały się na scenie inne odmiany tego rodzaju 'spodni' - tregginsy i jegginsy. Co to jest? O tym dalej. 






Dzisiaj prawie każda z nas miała/ma/będzie mieć chociaż jedną parę legginsów, tak się zrobiły popularne. Pierwsza połowa założy je i pójdzie na siłkę albo pobiegać, druga połowa będzie je trzymać w szafie nieużywane, trzecia połowa będzie używać ich w każdej możliwej sytuacji, we wszystkich strojach (czyt: ałtfitach) i możliwych konfiguracjach. Ja należę do czwartek połowy - mam legginsy i zakładam je i na co dzień do szkoły, jak i do pracy (jestem tancerką). Ale nie dominują mojej garderoby, o nie! Zdecydowanie nie. Może się zdziwicie, jak powiem Wam, że w garderobie najwięcej mam spódniczek, ale taka prawda. A jednak duża część z Was kojarzy mnie z legginsami. Raz kumpel zobaczył mnie w jeansach i powiedział: "Kajka, wiesz co, chyba już cię w legginsach wolę. :-)". Często je noszę, to fakt, ale nie ulegajmy przesadzie. No i tu nie o mnie mowa, tu mowa o legginsach. Przejdźmy do meritum.

Legginsy można nosić, a nawet jest to niekiedy wskazane! Tylko trzeba wiedzieć, jak ich NIE nosić. Powtórzę coś, co mówią wszystkie stylistki: LEGGINSY TO NIE SPODNIE. No spodniami nie są, ale zakrywają nam tyłek i mamy coś na nogach. Nie są spodniami pod względem takim, że nie nosi, nie stylizuje, nie zestawia (mogę jeszcze parę synonimów dla 'noszenia' znaleźć) ich się w ten sam sposób co spodni. Tregginsów i jegginsów też nie. Nie mają solidnego zabudowania góry, nie mają szlufek (no niektóre mają, ale mówimy o standardzie), rozporków (chyba że kalesony dla facetów), bardzo mocno uwydatniają wszystkie mankamenty naszej figury, ponieważ przylegają do ciała na 100%. Niekiedy są we wzory i niekorzystnie się one układają i nawet z bardzo szczupłych nóg potrafią zrobić dwie małe kłody. Często są to legginsy wykonane z bardzo marnej jakości materiału i na większych pośladkach albo udach po prostu się rozciągają i ukazują wszystkim zainteresowanym kolor naszych majtek albo i nawet inne atrakcje. Dlatego też legginsy nosi się z odpowiednio dobraną górą. Dłuższa koszulka, sweter, tunika, kurtka, płaszczyk, cokolwiek, co zakryje nam trochę pupę. Dla kobiet, które mają mocne uda (tak jak ja), wskazane jest zasłonić jeszcze pachwinę, koszulka czy co tam do nich dobieramy, powinna sięgać aż do początku uda. Bo to lepiej wtedy wygląda, po prostu. 


Nie ma czegoś takiego, że nie wolno nosić legginsów. Trzeba je nosić umiejętnie. Legginsy teraz nawet i na salonach królują. Na Fashion Week'u na każdym kroku widać było legginsy w najróżniejsze, najciekawsze wzory. Niestety tam, zapewne dla zwrócenia uwagi, również faceci noszą legginsy. Wszyscy wiemy, że ogromną miłośniczką legginsów w Polsce jest Maffashion. Kontrakt z Black Milk Clothing to świetna sprawa, BMC to teraz jedna z czołowych firm legginsowych wśród fashionistek. W Polsce to Agnieszka Maciejak jest bardzo mocno kojarzona z lycrą, za sprawą swoich bandażowych legginsów, które były przełamaniem jakiegoś tabu (legginsy i na dodatek prześwitujące uda? No żesz..). Oczywiście później pojawiło się miliard małych firemek, które oferują śmieszne legginsy we wzory z całego świata, nie zawsze o powalającej jakości niestety. Sieciówki też wprowadziły legginsy. Wszędzie są legginsy! Dlatego wszyscy je noszą. 

Każda kobieta może sobie pozwolić na założenie legginsów. Teraz kwestia rozmiaru i zestawienia, czyli to o czym już wcześniej wspomniałam. Laski o rozmiarach 32, 34, 36, 38 nie mają co się martwić, oby kurtka, koszulka i tak dalej, sięgały do bioder, but nie osłaniał za bardzo kostki, a będzie git. 40, 42, no tutaj trzeba już trochę więcej pokory (której nie do końca ja posiadam :-) ), bo ma się tu i ówdzie po prostu więcej. Rezygnować raczej trzeba z szalonych wzorów, pasów poziomych, neonów, cekinów i skór. Ale napisałam, że raczej trzeba, czyli jeżeli się dobrze czujemy w jakimś fasonie, w jakimś konkretnym deseniu, to czemu nie. Ja sama nie należę do najszczuplejszych (powiem tak: rozmiarem 38 nie jestem) a noszę często wzory na nogach. I czuję się dobrze! Ale wiadomo, że nie założę ich do bluzeczki z odkrytym brzuchem. Kolor legginsów też jest istotny. Pamiętajmy, że biały mega pogrubia (no niestety..) a czarny całkiem odwrotnie- wyszczupla optycznie. 




Istnieją jeszcze takie odmiany legginsów jak jegginsy i tregginsy. Jeggins = leggins + jeans. 
Treggins = leggins + trousers. Dziwne zestawienia, głównie po to, żeby wprowadzić jakąś innowację. Ale to nadal są legginsy. Tylko jedne mają fakturę jeansową (jako tako) a drugie mogą mieć rozporek i podwyższony stan albo zawiniętą nogawkę. Ale nadal i te, i te są opinające i elastyczne jak wszystkie legginsy, o których mówimy. 

Też mój przypadek jest, tak myślę, ciut inny niż taki standardowy. Nie żebym się jakaś specjalna czuła. Bo nikt, kto mnie nie zna, to nie wie co i jak. Ja pracuję jako tancerka, na dodatek tancerka salsy. Pracuję z Kubańczykami, byłam na Kubie i widziałam Kubanki. Tam się żadna z nich nie przejmuje swoją figurą, a wręcz odwrotnie - tam każda jest przeświadczona, że jest najseksowniejszą kobietą na świecie! Zarzuca się generalnie Latynoskom i kobietom Czarnym, że zazwyczaj nieumiejętnie i notorycznie nadużywają legginsów. Bo mają wydatne pupy i to nie wygląda. No może nam nie wygląda, ale zaręczam, że ich faceci wtedy szaleją. Ja wiem, jak Kubańczycy szaleją jak widzą opiętą z lycrę pupę. Chwila nieuwagi i słychać tylko 'plask'-'ałaaaa!'. 
Tam rozmiar 0 nie ma szans na przetrwanie, oj nie. 





Idąc dalej, czywiście w tańcu najważniejsze są tak zwane 'balkony i tarasy', jak to określają sKubani, czyli pupa i biust. Mężczyzn trzeba notorycznie kusić.  Od lat na festiwalach jest tak, że tancerki zakładają legginsy, bo po to one w końcu są - żeby wygodnie poćwiczyć, nie czuć się skrępowanym w ruchu, a dodatkowo delikatnie kusić opiętymi krągłościami. I tam, i w klubach fitness, i w parku, legginsy nikogo nie rażą. Jak człowiek ćwiczy i nosi legginsy to jest automatycznie usprawiedliwiony. A jak legginsy, nie daj Boże, przeniosą się 'na salony', z sali ćwiczeniowej do klubu na przykład, to się zaczyna osądzanie. Ale dobrze wystylizowane wyglądają naprawdę spoko. Obcas wydłuży i wyszczupli optycznie nogę, odpowiednia bluzka z dekoltem i voila! 




A najważniejsze jest to, żeby się dobrze czuć w tym, co nosimy. Nie mówię o komforcie fizycznym, ale psychicznym. Żeby po spojrzeniu w lustro nie było najmniejszej myśli na zasadzie: 'o kurcze, chyba niekoniecznie to ze sobą współgra' albo 'te legginsy to może nie jest dobry pomysł? A niech tam!'. Pamiętajcie, że ludzie tak nas widzą, jak się sami czujemy. Spojrzenia mogą nas zdeprymować, albo mogą zadziałać w drugą stronę: 'o, patrzy się na mnie kolejna osoba, pewnie wyglądam zajebiście!'. O ile nie są to spojrzenia typu 'wtf?'. 
Ja zauważyłam, że u nas w studio więcej dziewczyn zakłada legginsy. Może to za sprawą tego, że i ja i moja Szefowa (która, lapidarnie ale nadal nie wprost mówiąc, nie ma już 18 ani 30 lat!) nosimy legginsy kolorowe, ale to pasuje! Bo salsa jest żywotna i my też to oddajemy swoim strojem! Mało tego, coraz więcej tych osób zakłada legginsy na co dzień do szkoły, szczególnie mam na myśli te młodsze dziewczyny. Fajnie, trochę życia się wkrada w ich strój! Bo legginsy można nosić, ale trzeba to robić umiejętnie i się dobrze czuć, a nie jak przebieraniec. :-)

wersja 'na obcasach'

'tanecznie'

'sportowo'

2013/06/04

Back to the 90's / Streetstuff.pl / Saska Fashion / Adidas Originals / Zara / Wrocław

  

Ostatnio coś nie mam szczęścia do postowania na blogu. Jak już się zabieram za pisanie, to nagle coś wypada. A to zapomniana wizyta u lekarza, a to egzamin następnego dnia, a to brak zdjęć, a to atak istot pozaziemskich, a to zapalenie mózgu. No ciągle coś! Ale jak już dzisiaj pisałam na fejsbuniu, trzeba we wszystkim znaleźć pozytywy! Dzisiaj było mi naprawdę ciężko, ale dałam radę! Step one: challenge accepted. Step two: mission accomplished! ;-)

Problem zaczyna się, jak tych pozytywów brak. Nie ma kompletnie nic, no NIC, do czego można się przyczepić jak do ostatniej deski ratunku. Wszystko jest złe, zło mnie otacza, w złym świecie żyję, zła pogoda, zły pies, zły samochód, zły nauczyciel, zła mrówka, zły deszcz, zła woda pod prysznicem. Znam takie typy. Powiem bardzo prosto i krótko: MASAKRA. Zła masakra. Nie ma dla nich ratunku. A i no właśnie, pewnie że taki ratunek jest, ale to wszystko musi się zacząć w ich głowie. My możemy być takim małym katalizatorem powodującym zmianę ich światopoglądu. A czemu nie? To może być dobre hobby. To jest ten sam mechanizm, co z bulimią, anoreksją, nerwicą i jeszcze kilkoma innymi chorobami. Wszystko siedzi w mózgu. Zacznijmy od pozytywnej myśli, jednej, drugiej, a potem idźmy dalej i dalej i dalej.

Ale czemu ja tutaj się bawię w Grażynę Dobroń z radiowej Trójki i w Poradnik Pozytywnego Myślenia. Ano po to, żeby powiedzieć Wam, że wkurza mnie wszechobecna niechęć do świata. Wszystko jest nie tak. U blogerów widzę tylko i wyłącznie narzekanie, bo nie ma tego kontraktu, ten dostał fajniejsze buty, ja nie poleciałam na Bali, pokaz mody projektanta XXX mi się nie podobał, widzę tylko te i te same blogerki wszędzie. U tancerzy jest podobnie- nie umiem tego, tamtego, obrót mi nie wyszedł, a to jest trudne i tak dalej. Ćwiczyć! A wyjdzie i świat będzie piękny znowu. U studentów (sesja!:D) ciągłe narzekanie to standard i chleb powszedni. Ja sama narzekam. I maluję ściany za każdym razem jak mam egzamin albo piszę post na blogu. Tak jak dzisiaj. Ale już się naumiałam, więc mogę.  Tak mogłabym wymieniać bez końca, ale po co. Wiemy, o jakie zjawisko mi chodzi. Pogoda nie pomaga, racja, ale sami trochę wnieśmy słońca w nasze codzienne życie, dostrzegajmy fajne momenty, kolory. Bo nie bez powodu jedna z naszych polskich przywar jest taka, że Polak zapytany: 'siema! jak tam?', odpowie: 'noo, zajebiście, ale w sumie to nie, bo dzisiaj mi pralka wylała, w pracy siedziałem 5 minut dłużej i mi autobus uciekł i musiałem jechać tramwajem'. Czy nie? 















Prawdziwy powrót do lat 90. Tak się czuję za każdym razem jak wkładam moją nową kurtkę od StreetStuff. Jest dosyć duża, ale dzięki temu pod spód zmieści się druga kurtka albo bluza. Nosiłam niecałe dwa dni i już usłyszałam, no nie będę kłamać, z pięć pochwał: "Oo, Kayka! Ale bombera zajebista!" :-) I zajebista, i wygodna, i modna, i cena przyzwoita, i jakość jest super, i ciepła, i ma specjalne dziurki na słuchawki, i jest naprawdę fajna! Polecam ja, Kayka Sadowska :-)

Taka bombera to powrót do lat 90. Ale prawdziwy powrót zaczyna się jak założę do tego adidasy. Jakiekolwiek. Najlepiej tak zwane buty korekcyjne, czyli najki erforsy. Czuję się jak wyjęta żywcem z american highschool. Zaraz wskoczę na trybuny ze swoimi ziomkami i obejrzę mecz baseball'a. Albo, tak jak tutaj, zamiast adaśków obcasik i zaraz zrzucę bluzę i chwycę za pompony i pokibicuję szerokim karkom. Ajajaj, wyobraźnia działa :-) 


 fot. Paweł

jacket: StreetStuff.pl / silver jacket: SASKA / top: Primark / trousers: Zara + DIY / shoes: Zara (old old olddd) / bag: Adidas Originals / necklace: Solar


2013/05/26

Fashion Week Poland 2013 / day 2 Saturday 21.04 / Nenukko / Jaroszewska / MMC Studio / Michał Szulc / BOLA / Herlzlich Willkommen

I nadszedł ten długo wyczekiwany (przynajmniej przeze mnie) dzień, kiedy mam wolny wieczór i mogę siąść i porządnie napisać kilka słów na temat naszego drugiego dnia Fashion Philosophy Fashion Week Poland 2013, czyli soboty. Yeah. 

Nie będę pisała o mojej stylizacji, bo to już było. Kto nie widział, ten z policji :-) Zapraszam tutaj do nadrobienia ewentualnych zaległości. A jak ktoś nie widział i nie chce zobaczyć, to może się zadowolić taką małą namiastką tutaj (tak, akurat jedyne moje zdjęcie autorstwa Maćka Gajdura z soboty jest z Robertem Kupiszem! Yeah vol 2 :)



Sobota to w gruncie rzeczy najbardziej aktywny dzień na FW. Oczywiście dla tych, którzy nie są na evencie od czwartku. Od samego rana rusza się do boju, leci na OFFy, kończąc makijaż w aucie (Erill, możemy się w tym doktoryzować chyba), z OFFów leci się coś szybko zjeść i dalej, do namiotu na pokazy z serii "Designer Avenue". Jak już pisałam w poprzednim poście, w którym opisywałam nasze piątkowe wrażenia z FW (zapraszam tutaj), bardzo ważne jest to, aby wspomnieć jeden fakt, który zacytuję (źródło: Ultra Żurnal), żeby nie przeinaczać:

"Teren na Tymienieckiego w tym sezonie był świetnie zaaranżowany, to był wielki plus. Jeśli chodzi o same kolekcje, to myślę, że należałoby w oficjalnym grafiku wprowadzić pewne rozgraniczenia – zaznaczyć pokazy projektantów zaproszonych przez radę, wybranych w głosowaniu, pokazy sponsorskie i pokazy płatne. To pozwoli na jasny komunikat – to jest nasz wybór, jesteśmy z tego dumni, a to jest pokaz opłacony przez projektanta, który podjął ryzyko wydania niemałej sumy na pokazanie się w Łodzi, ale nie jest tam z rekomendacji rady. Niestety jest to potrzebne, bo częściej zdarzają się pokazy płatne, które są złe i rzutują tym samym na samą radę programową i zmuszają do rozmów kuluarowych o jej kompetencji (czy też jej braku). Dodatkowo złe pokazy zniechęcają topowych projektantów do pokazywania się w Łodzi – nie są to moje domysły, ale wątpliwości samych projektantów."

 Po zakończonych pokazach leciało się na szybką drzemkę/przebiórkę/kolację i afterparty dla wytrwałych. W sobotę karty rozdawał K MAG. Każdy kto był na FW wie, że jednym z dwóch top tematów na korytarzach były a) pokazy b) 'ej stary, masz zaproszenie na K MAGa? a wiesz skąd mogę dostać?'. Po afterze niektórzy prosto szli na niedzielną porcję pokazów, inni mieli ten luksus i mogli się przespać z godzinkę, dwie, no trzy to już było pro. Cienie pod oczami albo ciemne okulary były jednym z wyznaczników imprezowiczów i łączącym ich znakiem szczególnym. 

Zacznę od pokazów OFF Out Of Schedule. I znów się powtórzę. Są to kolekcje projektantów wybranych przez radę programową FW. Młodzi i zdolni, najczęściej studenci łódzkiej bądź warszawskiej szkoły projektowania. Ich pomysły były ciekawe, świeże, niekiedy nowatorskie i zwariowane. Niewątpliwą zaletą była cudna lokalizacja OFF'ów. Dom Towarzystwa Kredytowego, którego budynek pochodzi z końca XIX wieku, został wykorzystany dla młodych twórców. Jedynym minusem było to, że straszliwie mało miejsca było, nie wszyscy byli w stanie się zmieścić i niestety niewiele osób mogło na żywo obejrzeć pokazy. Ja obejrzałam dwa, a to tylko i wyłącznie dzięki uprzejmości panów fotografów, którzy mnie przygarnęli między siebie. Miałam fantastyczne miejsce, każda modelka zatrzymywała się przed nami, żeby flesze poleciały. Można się było czuć jak VIP. Yeah vol 3. 

Maciek Gajdur z Wro Street Fashion (który jest autorem zdjęć wykorzystanych na blogu) dostał wstęp na backstage, ten to ma szczęście. Widział kolekcje z bliska, proces przygotowania modelek i tak dalej. Ten to ma szczęście! Cała reszta musiała zadowolić się efektem ostatecznym, czyli pokazami. :-)



Minusem było to, że tylko ja obejrzałam te dwa pokazy. Cała reszta naszej ekipy niestety, ale nie przedostała się przez tłum do środka a oglądanie kolekcji, która 'chodzi' za ścianą, na ekranie malutkiego telewizorka było kompletnie bez sensu. No to solidarnie się wycofałam i razem uciekliśmy na Tymienieckiego. Jednak jestem zadowolona, ponieważ obejrzałam dwa pokazy, na których mi zależało: Ola Bajer BOLA i HERZLICH WILLKOMMEN. 



Ola Bajer BOLA to projektantka, która studiuje w Międzynarodowej Szkole Kostiumografii i Projektowania Ubioru w Warszawie. Jej marka (istniejąca od 2009 roku!) zaprezentowała się na poprzedniej edycji Fashion Week Poland z kolekcją, która zapadła mi głęboko w pamięć. Cudne holograficzne projekty (i rudzi modele ;-) ) zrobiły wrażenie. Tym razem pokazała zupełnie inną kolekcję. 'Likan' kolekcja zaispirowana sztuką art-deco. Prosta, stawiająca na wygodę klienta. Geometria, autorskie nadruki - to mocny atut projektów Oli. Odważne połączenie z futrem, które niekoniecznie do końca do mnie przemówiło. Królował streetwear, czyli bluzy z kapturem, wygodne spodnie dresowe, kurtki, parki, koszulki. Wszystko w ciemnych kolorach. Mnie osobiście bardzo się to podoba pod względem użyteczności. Dlatego też odwiedziłam projektantkę w jej showroomie, podotykałam jej projekty i porozmawiałam z nią o pokazie i kolekcji. Bardzo sympatyczna, chętnie udzielała mi informacji i tym bardziej mnie zachęciła do kupna. Z ręką na sercu przyznaję, że jeszcze nic nie kupiłam (brawo Sadowska..), ale jak tylko mi trochę do kieszeni wpadnie, to Ola! Szykuj paczkę z bluzą z kapturem! :-)







Alicja Saar i Małgosia Wójcicka to duet, który stworzył markę Herzlich Willkommen. Dla mnie to był świetny pokaz. Podzielony na dwie części, jedna mroczna, druga kompletnie na odwrót, pokazał nam projekty, które możemy założyć na co dzień i wyróżniać się z tłumu. Paleta barw stonowana, czyli standardowo jak na kolekcję jesień-zima. Biel, beż, szarość i czerń. Jest natomiast coś, co mnie ujęło. Nadruki to fotografie faktur. Dużo w tej kolekcji było wszelakiego łączenia materiałów. Dzianiny, poliester, włosie, ortalion... Dużo tego :-) Sami oceńcie, jak Wam się podoba kolekcja, mnie bardzo przypadła do gustu i chętnie bym przygarnęła parę rzeczy. W szczególności pikowane kurtki, sukienki, spodnie, dodatki, damn, prawie wszystko! :-) To, co również zwróciło moją uwagę to detale. Fantastyczne są ogromne zamki, które ozdabiały na przykład plecaki. No i na bigg upp zasługują też buty. Ciekawe skąd są, bo takiego modelu już od dawna szukam! Yeah vol 4.











Byłam na wszystkich pokazach, lecz nie o wszystkich będę tutaj pisać. Albo do mnie nie przemówiły do końca, albo nie byłoby w tym nic odkrywczego, jakkolwiek to można nazwać. Wielu projektów nie pokazuję, ponieważ wyraz artystyczny kreacji jest totalnie popsuty przez, no będę tutaj dosyć surowa i może bezpośrednia, ale przez modelkę. Niestety, ale w bardzo wielu przypadkach kładą one efekt końcowy. Może na pokazach na żywo nie, ale później na zdjęciach a i owszem. Mam to porównanie i wiem, że wiele projektów na tym bardzo dużo traci, niestety.. Także weźcie to również pod uwagę.

Pierwszy pokaz, który zobaczycie tutaj to kolekcja Agnieszki Orlińskiej. Nie zostałam położona na łopatki, ale zrobiła na mnie wrażenie. Przede wszystkim swoją konsekwencją. Odbiegała wyraźnie od trendu panującego na tegorocznej edycji wiosennej (jak już wspominałam ostatnio, Erill bardzo pięknie to nazwała Fashion Basic Week). Projektantka pokazała nam kolekcję dojrzałą, kobiecą, pastelową, z nutką zapachu kawy i dymu papierosowego. Femme fatale. Piękne, szlachetne tkaniny (jedwab, aksamit). Ogólnie jestem bardzo na tak.





Kolejny pokaz Designer Avenue, który Wam pokażę to kolekcja Nenukko o nazwie "0 (point zero)". Jak do tej pory w wielu kolekcjach można było zaobserwować basic, streetwear i tak dalej, to u Nenukko było to nowatorskie w pewnym sensie. Wykorzystane tkaniny, ciekawe fasony. Dużo było inspiracji wschodem, chociażby w specyficznym nakryciu głowy modeli. Pikowanie to motyw przewodni, jak i warstwowość. Ubranie 'na cebulkę' na jesieni będzie modne, co widzimy w kolekcji Nenukko. Wełna, poliester, bawełna. Porządne materiały, dobre wykończenie. Kolekcja pełna, kompletna. Spójna, co ważne. Zapada w pamięć - co najważniejsze. Yeah vol. 5.







Aryton to marka znana już od dawna. Zawsze kojarzyła mi się z luksusowymi płaszczami. Tym razem mieliśmy okazję obejrzeć ich kolekcję na wybiegu Designer Avenue. Jak dla mnie, była (jest!) to bardzo dobra kolekcja. Przede wszystkim różnorodność. Barw, tkanin. Kolorystyka była stonowana i żywa - są płaszcze w mocnych kolorach, co może przemówić do młodszej części klientek marki. Materiały są bardzo odważne, bo jest i skóra, futro, sztuczne tworzywa. Wszystko 100% prawdziwe, sprawdzałam sama w showroomie. Świetnie wykończone. Fasony dosyć standardowe, powtarzają się w różnych kolorach lub materiałach. Niekiedy do mnie nie przemawiały łączenia, na przykład seledynowego tworzywa skóropodobnego z futrem (pod pachami). Co mnie cieszy, to wprowadzenie nowych, młodzieżowych form - mamy kurteczki, na które na pewno skuszą się młode dziewczyny. Ja również chętnie bym je zobaczyła u siebie w szafie i na ramionach :-) Twarzą marki jest Małgorzata Korzuchowska, co również daje nam pewien wyznacznik. Jedna z najlepiej ubranych Polskich celebrytek, doceniana na zachodzie, nie reklamowałaby swoim nazwiskiem byle czego. Aryton to jest zdecydowanie świetny wybór!







fot. Seweryn Cieślik dla ELLE.pl

Natalia Jaroszewska to marka znana szerszej publiczności dzięki Polskim celebrytom. Szkoda, że na projektantkę spadło trochę gromów po tegorocznym pokazie. Że niby osiadła na laurach, że pokazuje zawsze to samo, że zero innowacji. A co nam do tego. Projekty bardzo kobiece, suknie pięknie podkreślają kształty, wykorzystane są bardzo dobre materiały. Kolory wpisujące się w trendy jesień-zima, kratka, kroje maxi. Kobaltowa suknia z cekinową to, tak myślę, jeden z niewielu projektów, który zapadł głęboko w pamięć większości uczestników FW, a na pewno stał się jego wizytówką w mediach.






Michał Szulc rozpoczął swój pokaz od wyświetlenia na ekranie słów "sorry, no show today". Od razu uzyskał 100% uwagi osób zgromadzonych. Kolekcja "Carbon" to, moim zdaniem, kolejna godna zapamiętania linia projektów gotowych do noszenia 'od zaraz'. Projektant stworzył kolekcję na wzór amerykańskiego High School Fashion, ale dla tych wyższych sfer. Każda modelka miała Conversy, każda kurtka/płaszcz/bluza emblemat 'C'.  Kupuję od razu! Paleta barw raczej standardowa dla kolekcji na j-z 2013, bo królował granat, zieleń, oranż, odcienie szarości. Dodatkowo materiały użyte do projektów wydają się być naprawdę dobrej jakości, jednak nie wypowiem się szerzej na ten temat, szkoda że nie było możliwości dotknąć kolekcji, albo ja nie trafiłam na taką okazję. Niemniej jednak całość jest świetna. Yeah vol. 6.







Na ten pokaz czekali wszyscy. Sala była wypełniona po brzegi. Wiadomo, że będzie to show. Jednak już na wstępie mogę powiedzieć, że według mnie nie zajęli pierwszego miejsca w tej kategorii. Zdecydowanym liderem był i pozostał po piątku Jemioł. Jednak pokaz kolekcji MMC Studio duetu Ilony Majer i Rafała Michalaka to wizytówka i punkt programu Fashion Week Poland. Tym razem nie było inaczej. Pokaz otworzyła znana modelka Maja Salamon. Mogliśmy ją zobaczyć wśród dymu i powoli wyłaniającą się z mroku w obszernym płaszczu z kapturem, szerokich spodniach do kostek. Rozpoczęło się ciekawie, jednak napięcie nie narastało. Kolekcja była mało konsekwentna. Owszem, królowały ciemne barwy, fasony z lat 80., szerokie ramiona i najnowsze trendy na nadchodzący sezon, lecz...chyba to już było? Może jestem zbyt krytyczna. Może trochę rozgoryczona. Fakt, kroje były świetne, łączenia klasyczne, proste, geometryczne, ale w jakiś sposób bardzo charakterystyczne dla marki. Królowała czerń i biel, skóra i błysk. Wszystkie prawie kurtki były oparte na tej samej konstrukcji, którą znamy już z poprzedniej kolekcji - szeroki tył, odstający od pleców. Pamiętacie moją kurtkę, którą miałam na sobie na poprzedniej edycji FW (tutaj przypominajka)? To właśnie ta konstrukcja, której nie do końca widać na zdjęciach. Ostatnia część pokazu obfitowała w szmaragdowe cekiny. Proste fasony (basic? :-), ale wyjściowe w swojej formie, bo pokryte błyszczącą rybią łuską. Oczywiście, co nie było niespodzianką, pokaz zamknęła Joanna Horodyńska, która jest fanką duetu i ich muzą. Prezentowała się znakomicie w cekinowym kombinezonie. Tutaj możecie obejrzeć wideo z pokazu.












Dzień był bardzo pracowity, bądź co bądź trzeba być na pełnych obrotach od 11 rano do 23 mniej więcej, koncentracja pada już po sieście. Kilkanaście godzin na szpilkach, ale zdecydowaliśmy się iść na after party. I tutaj mam dla Was kilka zdjęć autorstwa państwa Wild z bloga Meri Wild:

fot. Jey Wild

Tym imprezowym akcentem kończę sobotnią relację z Fashion Philosophy Fashion Week Poland. Wiem, że trzeba było czekać, aż się pojawi na blogu, ale cóż. Praca i uczelnia zobowiązują, poza tym wolę pisać jakiś czas po wydarzeniu relację, ponieważ te klepki, które jeszcze mam w głowie zdążą się poukładać, powskakiwać na swoje miejsce i tekst ukaże się całkiem sensowny ;-) 
Dodatkowo relacja jest opatrzona porządnymi zdjęciami - autorem jest Maciej Gajdur - Wro Street Fashion przy współpracy z SONY Polska. Czyli jak źle się czyta, to przynajmniej dobrze się ogląda :-)